Zaledwie kilka dni temu FC Barcelona dość boleśnie zderzyła się ze ścianą, ponosząc wysoką porażkę z Chelsea w Londynie. Środowe starcie wyjazdowe z Deportivo Alaves miało być dla świeżo upieczonych, podwójnych mistrzów Hiszpanii idealną okazją na odkupienie win, zwłaszcza że rywal z Kraju Basków plasował się w dolnej połówce tabeli La Ligi. Zanim jednak piłka poszła w ruch, katalońskie media żyły głównie ogłoszoną przez Hansiego Flicka 23-osobową kadrą meczową. W zestawieniu znalazło się kilka głośnych nazwisk (w tym chociażby Marcus Rashford czy Roony Bardghji), ale największym echem odbił się powrót Andreasa Christensena, który pauzował od miesięcy przez uciążliwy uraz kolana.
Niemiecki szkoleniowiec zdecydował się na małe przetasowania. Fermín López i Frenkie de Jong dostali wolne i w ogóle nie pojechali z drużyną. Co ciekawe, przedmeczowe komunikaty sugerowały spore osłabienia w ofensywie – Raphinha miał pauzować za kartki, a Lamine Yamal leczyć naciągnięty mięsień uda. Ostateczny protokół meczowy brutalnie jednak zweryfikował te doniesienia. Obaj nie tylko wyszli na boisko, ale i dyktowali warunki gry od pierwszych minut.
Zimny prysznic na start Mecz w Vitorii rozpoczął się od prawdziwego trzęsienia ziemi. Niespodzianką w powietrzu zapachniało już w pierwszej minucie. Gospodarze wywalczyli rzut rożny, a defensywa Blaugrany kompletnie się pogubiła. Marc Bernal zaliczył fatalną w skutkach obcinkę, zrzucając piłkę prosto pod nogi Pablo Ibaneza. Gracz Alaves nie zastanawiał się dwa razy i z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do siatki.
Radość na trybunach trwała jednak zaledwie siedem minut. W ósmej minucie Raphinha posłał ostrą piłkę wzdłuż pola bramkowego. Robert Lewandowski co prawda w nią nie trafił, ale akcję idealnie zamknął rzekomo kontuzjowany Yamal, potężnym strzałem pod poprzeczkę doprowadzając do remisu.
Gdy nie strzelasz, tracisz Katalończycy poszli za ciosem, choć w 24. minucie znowu mogło zrobić się gorąco. Szybka kontra gospodarzy, świetne dogranie Abde Rebbacha i Jonny Otto uderza z zaledwie czterech metrów. Wydawało się, że to musi wpaść, ale Joan Garcia w bramce Barcelony popisał się wprost niewiarygodnym refleksem i zdołał sparować piłkę. Niewykorzystana sytuacja błyskawicznie obróciła się przeciwko Baskom. Kilkadziesiąt sekund później Raphinha ruszył lewą flanką i wyłożył piłkę do nabiegającego Daniego Olmo. Hiszpan huknął z dziesiątego metra, nie dając Antonio Siverze żadnych szans.
Jeszcze przed zejściem do szatni wynik mógł ulec zmianie. Yamal zdążył minąć bramkarza, ale uderzając z ostrego kąta do pustej bramki, ostemplował jedynie słupek. Po drugiej stronie boiska, w całkiem niezłej sytuacji, fatalnie przestrzelił Lucas Boye.
Druga połowa pod kontrolą W przerwie Hansi Flick postanowił zareagować i dokonał dwóch zmian – Marcusa Rashforda oraz Julesa Kounde posłał do boju w miejsce Bernala i Erica Garcii. Zmiany te nie wywróciły jednak obrazu gry do góry nogami. Barcelona przejęła kontrolę nad piłką, wymieniała podania, ale nieszczególnie forsowała tempo, by za wszelką cenę dobić rywala.
Swoją okazję do podwyższenia wyniku miał jeszcze Robert Lewandowski, który zazwyczaj bardzo chętnie dziurawi siatkę w starciach z Deportivo. W 57. minucie polski napastnik uderzył z kilku metrów po sprytnym dośrodkowaniu Raphinhi z rzutu rożnego, ale Sivera instynktownie odbił piłkę. Chwilę po tej sytuacji „Lewy” opuścił plac gry, robiąc miejsce dla Ferrana Torresa. Z dystansu próbował jeszcze Yamal, ale jego techniczny strzał minął poprzeczkę dosłownie o centymetry.
Emocje w końcówce i kropka nad i Losy spotkania mogły zostać rozstrzygnięte już w 71. minucie. Kounde posłał świetną piłkę z prawego skrzydła do Olmo, lecz pomocnik fatalnie skiksował. To uśpiło czujność gości i przyczajone Alaves mogło wyprowadzić zabójczy cios na dziesięć minut przed końcem. Pau Cubarsi musiał ratować sytuację ofiarnym wślizgiem, blokując strzał Boye z siódmego metra.
Gospodarze szukali remisu do samego końca. Jon Guridi wyszedł nawet w sytuacji sam na sam z Garcią, choć w tej akcji sędziowie ostatecznie odgwizdali spalonego. Dość dyskusyjnego, trzeba przyznać. Gdyby piłka ostatecznie wpadła do siatki, sędziowie na wozie VAR mieliby co analizować.
Wszystkie wątpliwości rozwiały się w doliczonym czasie gry. Olmo i Yamal wzięli na siebie ciężar rozegrania, wymieniając kilka szybkich podań. Ten pierwszy znalazł się oko w oko z bramkarzem i z zimną krwią ustalił wynik spotkania na 3:1. Dzięki temu triumfowi Barcelona przynajmniej do niedzieli zamelduje się na fotelu lidera La Ligi. Jeśli Real Madryt myśli o odzyskaniu pierwszej lokaty, będzie musiał wyrwać punkty na trudnym, wyjazdowym terenie w Gironie.
You may also like
-
Tryumf młodości w Lublinie i widmo katastrofy w szeregach KTM
-
Decydujące starcia w Bolonii: Dramaturgia, kontuzje i walka o półfinały
-
Szok w Wuhan: Iga Świątek odpada z turnieju! Sabalenka wciąż niepokonana
-
Historyczny wieczór w Daegu: Lewin Díaz z Samsung Lions pisze nową historię ligi KBO
-
Popis Ohtaniego przerywa złą passę Dodgers, w Korei trwa dramatyczna walka o playoffy